Tę datę muszę sobie zapisać złotą czcionką. To początek eksperymentu. Tak to nazywam, bo nie mam odwagi przyznać, że od dziś zacznę mierzyć się z własnymi słabościami. Aż wstyd przyznać, od jak dawna karty radziły mi, abym poszła w tym kierunku. Ale wiadomo, szewc bez butów chodzi.
Zatem postanowiłam, że nie będę już dłużej samotna. Postawiłam sobie karty, jedne, drugie, trzecie. Wszystkie jak mantrę powtórzyły to samo: działaj! Nie czekaj! Miłość przejdzie i zniknie w tłumie! Nie zdążysz jej dogonić!
Jak długo jestem sama? Kilka lat, bo te kilka przelotnych znajomości przecież się nie liczy. I pomyśleć, że swoich klientów zachęcam nieustannie do poszukiwań, doświadczania.
Od czego zacząć? Przecież nie pójdę sama do klubu, nie usiądę w pubie przy barze albo nie zacznę rozglądać się na ulicy za potencjalnym kandydatem na ukochanego. Karty kazały mi działać. Dobre sobie, ale jak? Gdzie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz