A z Milutkim to było tak: umówiliśmy się na czwartek, w pobliżu kolumny Zygmunta na Starym Mieście. Ale kolega Artur mnie wystawił. W ogóle nie przyszedł. Jak ta głupia kręciłam się przy kolumnie dobre pół godziny, aż straż miejska zaczęła mnie obserwować. Telefonu nie odbierał. Wróciłam do domu zniesmaczona.
Następnego dnia, czyli dziś rano wysłał mi sms, że coś mu wypadło i nie mógł przyjść. Zaproponował drugie podejście. No cóż, zgodziłam się. Przeżyłam powtórkę z rozrywki, Milutki znów się nie pokazał. Tym razem odczekałam tylko parę minut i zatelefonowałam do niego. - Co to za głupie żarty?- zaczęłam bez zbędnych wstępów. A on na to: - ja cię widzę! - Jak to, mnie widzisz? Gdzie ty do cholery jesteś?!
- Obserwuję cię przez szybę, po drugiej stronie ulicy.
- Oszalałeś?!
- Nie, tylko najpierw chciałem ci się przyjrzeć, bo przecież trzeba być ostrożnym...
Gdy to powiedział, zgłupiałam. Facet, który posturą i fizjonomią przypomina Władimira Kliczkę, umawia się ze mną w biały dzień, w jednym z najbardziej ruchliwych miejsc w Warszawie i on boi się podejść. A cóż ja (156 cm wzrostu i 50 kg wagi) mogłabym mu zrobić? Napluć na niego? I to tylko na jego buty, bo do twarzy mi za wysoko.
Naprawdę nie wiedziałam, co począć w takiej sytuacji, więc stałam bezradnie przy tej kolumnie i pozwalałam się obserwować. W tej samej chwili zadzwonił telefon. Oczywiście Pan Przemek.
- Panie Przemku, nie mogę teraz rozmawiać, proszę zadzwonić później.- poprosiłam szybko, bo przecież w każdej chwili Artur Milutki mógł zawezwać mnie smsem.
- Nie będę dzwonił później.- szorstko odparł pan Przemek, jak zwykle, z resztą.
- No to kiedy indziej...
- Co Pani sobie wyobraża! Że ja tak będę wydzwaniał w nieskończoność?! - dziś to było pierwsze połączenie z nim - Nie mam czasu!
- Przykro mi, jestem na randce i naprawdę nie mogę rozmawiać. - starałam się mimo wszystko być grzeczna.
- A po co Pani chodzi na randki? - chciał wiedzieć pan Przemek- Trafi pani na jakiegoś palanta i zacznie narzekać, ze świat jest niesprawiedliwy. Bez sensu!
Nie rozważałam dłużej, czy moja randka ma sens, czy nie, ponieważ Artur odważył się podejść do mnie. Zrobił to dokładnie wtedy, gdy przerwałam dywagacje pana Przemka słowami: - Nie obchodzi mnie, ze pana nie obchodzi z kim się spotykam, do widzenia!.
Artur popatrzył na mnie z lekką dezaprobatą i powiedział, że musi już iść, bo zrobiło się późno...