czwartek, 26 lutego 2015

Melancholijny czwartek

Dzisiejsi klienci w nastroju refleksyjno-depresyjnym. Wszyscy pytają o śmierć. Dopytują się, jakie karty pojawiły się w rozkładzie i czy „wyszła” im Śmierć. Karta, która w istocie rzadko oznacza prawdziwy zgon. Zwykle interpretuje się ją jako przygotowanie miejsca na nadejście nowego, transformację, odnowę, koniec i początek jakiegoś etapu, przeistoczenie, transformację, konieczność wyzbycia się starych przyzwyczajeń. Ewentualnie nieodwracalną stratę czegoś. Na dziś chyba skończę, bo sama popadnę w depresję.
Trochę później
Kolejna seria rozmów. Tym razem klient radził się, jak wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Otóż jest to człowiek na stanowisku dość eksponowanym, wymagającym od niego powagi i dostojeństwa oraz postawy władczej. Taki też jest ten klient w pracy. Poza pracą zamienia się posłusznego niewolnika, gotowego spełnić każde życzenie swojej Pani. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z takimi „upodobaniami”, stąd zauważyłam u siebie pewną trudność w interpretowaniu kart. Zawsze staram się zachować dystans, akceptować każdego takim, jaki jest, ale przecież nie wiem wszystkiego, poza tym pojawiła się we mnie naturalna ciekawość. Klient na szczęście ujawnił więcej szczegółów, dzięki czemu łatwiej mi było przekazywać mu informacje.
Kilka tygodni wcześniej poznał on pewną kobietą, która chętnie i z dużym znawstwem weszła w rolę Dominy. Nie chodziło jednak o seks, ale ten rodzaj dominacji, gdzie brak równości u partnerów wywołuje ogromne podniecenie. Pani była jednak na tyle pragmatyczna, że „swojego niewolnika” wykorzystywała bardzo produktywnie. Kazała mu na przykład myć okna u siebie w domu, szorować podłogi, obierać ziemniaki itp. Wszystko oczywiście na golasa (szkoda, ze nie zapytałam, na którym piętrze ma mieszkanie). Pan, ubrany wyłącznie w kolczatkę na szyi posłusznie wykonywał wszystkie polecenia. W nagrodę Pani przypinała go do smyczy, a smycz do kaloryfera. Pan siedział pod tym kaloryferem przez jakiś czas, potem był odpinany, seans się kończył i pan wracał do domu.
Przykra przygoda wydarzyła się kilka dni temu. Pani Domina zaprosiła na wieczór kilkoro przyjaciół. Przed spotkaniem postanowiła zrelaksować się w wiadomy sposób, zyskując przy okazji darmową siłę roboczą, która posprzątała mieszkanie. W nagrodę pan zasiadł przy kaloryferze. Pani udała się do fryzjera. U fryzjera była kolejka. Czas płynął. Goście pojawili się pod domem Dominy. Gdy jej nie zastali, zatelefonowali do niej. Ona, bez zastanowienia podała kod dostępu otwierający drzwi do budynku i poinformowała, że mieszkanie jest otwarte, bo jej znajomy tam na nią czeka. Zapomniała jednak, że pozostawiła swojego niewolnika goluteńkiego,  skutego kajdankami i przywiązanego do kaloryfera. Znajomi więc weszli do środka i oniemieli. W pierwszej chwili nasunęło się podejrzenie, że w domu pojawili się włamywacze, którzy obezwładnili owego pana, jednakże nieznośna myśl, że zginęło tylko jego ubranie,  wszystkim  natrętnie pchała się na myśl. Zanim Domina wróciła, pojawiła się policja, wezwana przez gości. Pan zdobiący kaloryfer siedział, przykryty kocem. Gdy stróże prawa stanęli w drzwiach i zobaczyli nietknięte mieszkanie i nagusieńkiego mężczyznę, osłupieli. Podejrzenie, ze padli ofiarą głupiego żartu wypłynęło natychmiast po tym, gdy do domu wpadła Domina, wyjęła z torebki kluczyk od kajdanek i uwolniła nieszczęśnika. Wszyscy taktownie udawali, że nie rozpoznają prominenta z pierwszych stron gazet.
Klient opowiedział mi tę historię, a ja zaczęłam zastanawiać się, o co chce zapytać karty. A on zapytał: proszę mi powiedzieć, czy ja jestem skończony? Bo jeśli prasa się o tym dowie…. No cóż, karty stwierdziły, że pan na całej tej przygodzie zyska. Nieprawdopodobne! Bujdy! – krzyknął pan do słuchawki i rozłączył się.
Dwie godziny później
Klient-niewolnik zadzwonił i przeprosił mnie. Otóż z wiadomych względów przenoszą go na inne stanowisko, mniej eksponowane ale za to lepiej płatne. W dodatku w jego resorcie znalazła się inna Domina…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz