piątek, 13 marca 2015

Statystyczny piątek

Do tej pory przeprowadziłam około 2000 rozmów z klientami. W większości były to kobiety. Przekrój wiekowy od 18 do 75 lat, najczęściej odzywały się osoby w wieku miedzy 25 a 45 lat. najczęściej zadawane pytania dotyczyły miłości, związków, uczuć, relacji. Przeciętnie konsultacja trwa ok 5-6 minut, choć zdarzały mi się rozmowy 45 minutowe. Ile z tego zarabiam? Różnie, ale nie więcej niż 40 % całej kwoty, którą płaci klient. Najgorzej pracuje się w nocy. Nocne dyżury trwają od 2.00 do 5.00, od 2.30 do 5.30 lub od 5.00 do 7.00. Najwięcej rozmów przytrafia się między 3.00 a 5.00 rano. Zdarzają się klienci, którzy telefonują kilka razy pod rząd, do tej pory mój rekord "zarwanych nocy" to łącznie cztery doby. Najtrudniejszym klientem była młoda kobieta, wedle jej słów, zamożna, samodzielna, niezależna i samotna. Za każdym razem zadawała mi te same pytania i nigdy nie była usatysfakcjonowana z odpowiedzi. Najprzyjemniejszy klient, to Pan Andrzej, który dzwonił tylko po to, aby mnie nieprzerwanie przez 5 minut komplementować.
Najdziwniejsze pytanie, jakie dostałam brzmiało: czy moim przeznaczeniem jest znaleźć się w kosmosie? Strasznie mnie korciło, żeby doradzić klientowi tę podróż w kosmos. Niech leci!
Jakkolwiek dwuznacznie to zabrzmi, to sądnym dla mnie dniem, kiedy to "obsłużyłam" 25 klientów był pewien lipcowy poniedziałek. Nie miałam wówczas  czasu, żeby się wylogować.
Pytania, na które nigdy nie udzielam odpowiedzi to pytania o śmierć i ciężką chorobę. Pytania, których nie lubię, to pytania o sprawy, które zależą wyłącznie od samych pytających, np. czy zdecyduję się zajść w ciążę w najbliższym czasie.
Najśmieszniejsza sytuacja przytrafiła mi się wówczas, gdy jeden z klientów telefonował prowadząc jednocześnie samochód. Padło pytanie: czy czekają go jakieś straty finansowe w najbliższym czasie? Odpowiedziałam, że tak. Chwilę potem usłyszałam w słuchawce policyjną syrenę. Rozbawiony klient zadzwonił do mnie po chwili i powiedział, ze się sprawdziło, bo właśnie dostał mandat za rozmawianie przez komórkę podczas jazdy.
Na portalu randkowym też dokonałam podsumowań, ponieważ właśnie odwiedził mój profil dwusetny gość. Spośród wszystkich odwiedzających przytrafiły się trzy kobiety. Wszystkie trzy złożyły mi bardzo jednoznaczne propozycje, ale je odrzuciłam, kobietki nie były w moim typie.
Ponad 90 % odwiedzających napisała do mnie wiadomość, lub puścili tzw. oczko. Blisko 2/3 mężczyzn, którzy odwiedzili mój profil to ludzie wolni (przynajmniej tak deklarują) w wieku od 30 do 43 lat. Ponad połowa z nich jest zainteresowana wyłącznie przygodami. Przeważają blondyni, niezależni finansowo, zdeklarowani kosmopolitanie.
Standardowe powitanie to: Hej, masz fajny profil! Umówimy się? Zwykle odpowiadam na to, że mój lewy profil jest cokolwiek gorszy od prawego i czekam na reakcję. Połowa "zaczepialskich" obraża się lub w ogóle nie utrzymuje dalej kontaktu.
Z tej garstki, która się ostaje, kolejna grupa (ok 30%) odpada po pierwszych dniach korespondowania. Typowe pożegnanie ( o ile jest) brzmi: - Wiesz, muszę jutro wyjechać w delegację/ na konferencję i nie będę mógł rozmawiać przez jakiś rok, bądźmy w kontakcie!
Z pozostałymi zwykle po 2-3 dniach umawiam się na randkę. Wyjątek stanowi Bracik. W rozmowie z nim ten temat dotąd nie wypłynął.
Nie zastanawiałam się jeszcze, jakie wnioski wypływają z tych statystyk. Ale wiem jedno, nauczyłam się formułować krótkie i zwięzłe komunikaty, zawierające jak najwięcej treści, Szymon Słupnik to przy mnie wulkan zniecierpliwienia, nabrałam ogromnego dystansu do siebie i przede wszystkim do swojego wyglądu. Idealnie skrajne opinie na mój temat , które czytam lub słyszę przyjmuję do wiadomości i odkładam "ad acta." Dzięki temu stałam się bardziej pewna siebie i otwarta na ludzi. to chyba dobrze?
Jutro randka z prawnikiem. Przez telefon brzmiał bardzo obiecująco. I tym razem nie jest to portalowy kandydat. Ale najprawdziwsza z prawdziwych randka zaaranżowana przez  swatkę. Niezastąpioną sąsiadkę, która zawsze dobrze mi życzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz