sobota, 7 marca 2015

Bardzo pracowita sobota

Dziś sporo randkowałam. Zarówno wirtualnie, jak i realnie. Umówiłam się na kawę z niejakim Brunetem. Żadne plenery, wnętrze, bo zimno. Wybrałam lokal położony niedaleko mojego domu, położony strategicznie,  ponieważ po wyjściu z kawiarni mogłam szybko wskoczyć w autobus i odjechać, gdyby zaszła taka potrzeba. Asekuracyjnie, jak zwykle poinformowałam moją sąsiadkę z kim i gdzie się umawiam  i poszłam. Brunet wysłał wcześniej swoje zdjęcie. Z opisu wynikało,że jest wysoki (184 cm wzrostu), dobrze zbudowany (90 kg wagi), jest brunetem i nosi okulary. Wiek: 42 lata. Przyznam, że dość długo zastanawiałam się, jak się ubrać na tę randkę. Elegancko? Raczej nie, bo to przecież nie raut w ambasadzie, na sportowo? też chyba nie, bo pomyśli, że go lekceważę, seksownie? OOO! Wtedy dopiero sobie pomyśli! Byle jak? Odpada! Jak do pracy? Też nie. W końcu zdecydowałam się na niebieską sukienkę, z umiarkowanym dekoldem, długość przed kolano, ale nie za krótka i szpilki. Włosy rozpuszczone, czerwona szminka na zachętę.
Lokal, który wskazałam to maleńka knajpka, z mikroskopijnymi stoliczkami pilnującymi ogromnych kanap. Jest tam miło i przytulnie, ale przestrzeń zdecydowanie mniejsza niż zwykle. Zapomniałam wcześniej zarezerwować odpowiedni stolik.
Chmurzyło się, zabrałam więc parasol. Gdy zbliżałam się do restauracji, mijałam duży, czerwony samochód, zaparkowany tak, że zabarykadował cały chodnik. Byłam zmuszona zejść na ulicę, żeby go wyminąć. Gdy przechodziłam, drzwi od strony kierowcy nagle otworzyły się i uderzyły mnie w bok. Runęłam, jak długa w kałużę przed sobą. Kierowca podbiegł, żeby pomóc mi wstać i na poczekaniu otrzymał cios parasolem w twarz. Nie zamierzyłam się na niego specjalnie, po prostu pochylił się nade mną akurat wtedy, gdy nieszczęsny parasol zaplątał mi się pod pachą. Facet złapał się na nos, a ja dołożyłam mu jeszcze tym parasolem w kolano.
Świadoma, że jestem już spóźniona na spotkanie, w dodatku cała umorusana błotem, machnęłam ręką na poturbowanego kierowcę i ruszyłam w stronę wejścia do kawiarni. On chyba zmierzał w tę samą stronę, bo w drzwiach znów się spotkaliśmy. Mój parasol pierwszy wszedł do środka. Kerner z wewnątrz obserwował dziwaczną scenę, gdy dwoje ludzi szarpie się z drzwiami wejściowymi i zamiast wejść wrzuca do środka parasol.
Gdy wreszcie udało nam się stanąć w  holu restauracji, okazało się,że jest wolny tylko jeden stolik. Popatrzyłam na faceta i powiedziałam: - Mój gość i tak pewnie już na mnie czeka, więc proszę skorzystać.
- Ależ ja też jestem z kimś umówiony, więc oddzielny stolik mi niepotrzebny. - wzruszył ramionami mężczyzna. W tej samej chwili obydwoje, jak na komendę zajrzeliśmy do małej sali. Niedaleko, na kanapie siedziała para zakochanych, którzy czule patrzyli sobie w oczy. Reszta świata dla nich nie istniała. Przemknęła mi przez głowę myśl, że może to jest mój randkowy partner, który nie doczekał się na mnie, a ta dziewczyna czekała na tego kierowcę, też rozczarowana, postanowili nie tracić czasu i zainteresowali się sobą, ale odrzuciłam ją,  ponieważ amant był rudy i bez okularów.
Inni goście odpadali z racji wieku, postury itp. Wtedy przyjrzałam się gościowi dokładniej. - Czy pan ma na imię Karol?
- Tak! To ja.
Być może nie mam dobrej miarki w oku, ale przy Karolu poczułam się strasznie wysoka. Oto stał przede mną chudy, drobny facecik, ogolony na jeża, o twarzy tak przeciętnej i pretensjonalnej, że mógłby grać w reklamach wszystkiego. Z jego wyblakłych oczu biły lęk, przerażenie, determinacja i bezmyślność. Przez następną godzinę stawałam na wyżynach własnej kreatywności, po to by podtrzymać rozmowę, bo Karol odpowiadał zwykle- Niechętnie. albo - No tak, no i co dalej?
Nie umiem powiedzieć, jaki jest. Nijaki, ani miły ani niemiły, ani zabawny ani nudny, przezroczysty, jak powietrze. Dobrnęłam do końca randki i pożegnałam się z nim słowami: - Słuchaj, Karol, jesteś miłym facetem ale trochę zbyt grzecznym, jak dla mnie. Nie jestem odpowiednią kandydatką dla ciebie, powinieneś szukać dalej.
- Raczej niechętnie, ale no tak.
Jutro kolejna randka. Tym razem baaardzo konkretny pan major wojska polskiego. Na razie wracam do komputera, Bracik wysłał mi kolejny link na you tube. Takim językiem rozmawiamy, słowa piosenek lub fragmenty filmów zastępują nam nasze własne wypowiedzi, jest zabawnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz