Dzień rozpoczął się od standardowej rozmowy z Panem Przemkiem. Zamiast powitania usłyszałam,że wszystkie kobiety są takie same, to znaczy podłe, wredne, okrutne i wyrachowane materialistki. Należałoby je wszystkie zamknąć w rakiecie i wystrzelić na księżyc. Jak zwykle tylko wysłuchałam, bo nie dopuścił mnie do głosu. Skądinąd mu współczuję. Młody facet, a już tak wiele złego doświadczył w relacjach damsko-męskich. Jednak to nie moja wina, ze jedna dziewczyna go oszukała, druga okradła i oszukała a trzecia oszukała, okradła i wyśmiała.
Środek dnia wypełniły rozmowy z klientami, którzy starali się mnie przekonać, że są uosobieniem dobroci, aniołami, które zstąpiły na ziemię, tylko zapomniały po co. Wielu z nich skrzydeł używa już tylko w celu zamiatania podłóg. Ja natomiast jestem Wyrocznią, która przypomnieć ma im o ich misji. Większość rozmów rozpoczynała się dziś od słów: - " Chciałem dobrze...-", "Zawsze mogę zac ząć wszystko od nowa!", " Jeśli tylko on zrozumie i się zmieni...", " Dlaczego los mnie tak doświadcza, przecież jestem dobry?", "Pomogę jej naprawić błędy." Coś mi to przypomniało, sięgnęłam więc do Dantego i przywołałam obraz wszystkich dziewięciu kręgów piekieł. Wróżbici zajmują przedostatni, więc od dziś przestaję posługiwać się tytułem zawodowym "wróżka". Od teraz będę doradcą i przewodnikiem. W żadnym wypadku fałszywym. Przeciwnie, będę mówić ludziom wszystko szczerze i bez ogródek. W związku z tym pewnie niedługo popracuję.
Po południu wybrałam się na spotkanie z kolejnym kandydatem na kandydata, w nadziei, że i słowo "samotna" zastąpię słowem "zajęta".
Pan major prezentował się wspaniale, wysoki, postawny, elegancki, szarmancki no i brunet niebieskooki. Właściwie od tego powinnam zacząć. Brunet niebieskooki to skończony ideał, nawet gdyby nie był zawodowym żołnierzem, w dodatku oficerem. Od samego początku byłam urzeczona jego szorstkim, żołnierskim tonem, czułam się bardzo bezpiecznie, gdy otaczał mnie swoim męskim ramieniem oraz gdy oznajmił, że ma plan naszego spotkania.
Z góry zgodziłam się na wszystko. Major zwany Krzysztofem posadził mnie w aucie i pomknęliśmy prosto.... na poligon. Tam przez blisko trzy godziny obserwowałam zmagania szeregowców z przyrodą i korpulentnym kapralem, który potwornie seplenił. Po wyrzuceniu z siebie kilkunastu komend, wycierał oplutą brodę rękawem i brał się pod boki. Potem patrzył na "mojego"majora i niczym wierna psina, czekał na pochwałę.
- Pokażę ci,na czym polega prawidłowe rozeznanie w terenie, a następnie wyznaczenie punktów strategicznych. - Obiecał Krzysztof. O niczym innym nie marzyłam. Na wszelki wypadek założyłam przecież wąską spódnicę i szpilki. - Żołnierze zostali wyposażeni w mapy obrazujące topografię terenu. - Objaśniał mnie Krzysztof. - Ich zadaniem jest wyznaczyć azymut, a następnie w jak najkrótszym czasie pokonać przeszkodę geograficzną, dotrzeć do bazy znajdującej się w wyznaczonym na mapie miejscu i zameldować wykonanie zadania. Potem udamy się do kantyny w celu spożycia grochówki.
Zastęp, który obserwowaliśmy z oddalenia składał się z trzech mężczyzn i jednej kobiety. Wszyscy dźwigali olbrzymie plecaki, na głowy nasadzili sobie hełmy i biegli z bronią w ręku. Ta broń pałętała im się niekiedy między nogami. Dziewczynie hełm ciągle obsuwał się na oczy. Cały teren pokrywało błoto i zdradziecko wystające gdzieniegdzie uschnięte badyle. Nowiuteńkie rajstopy miałam z głowy. Przeszkodą geograficzną okazała się być rzeczka, może nawet rzeczeńka, o średnicy może trzech metrów. Za dużo, żeby z tym całym nabojem przeskoczyć, wystarczająco dużo, żeby przemoczyć nogi. Od razu wysunęłam przypuszczenie, że towarzystwo mogłoby zniknąć szybko pod powierzchnią wody wraz z całym ciężarem, bo woda wyglądała na głęboką. Obejść tę stróżę nie dało się, ciągnęła się w obu kierunkach dość daleko.
Po trwającej ponad pół godziny naradzie wojennej zdecydowano, że ktoś podejmie jako pierwszy próbę przeprawienia się na drugi brzeg, gdy to się powiedzie pójdą następni. Plan był taki: doskoczyć do pagaja, który wystawał z rzeczki, odbić się od niego i wylądować gładko po drugiej stronie. Na ochotnika do pierwszej próby zgłosiła się dziewczyna. Niewiele widząc zza za dużego hełmu ruszyła z rozmachem, odbiła się od brzegu i ucapiła pagaja. Wisiała na nim przez chwilę, po czym pagaj wolno przechylił się w prawo, zanurzając dziewczynę w wodzie, tak, że tylko nos jej wystawał. Wyglądało to tak, jakby miś koala spał w wodzie.
Wszyscy zamarliśmy. po chwili odezwał się jeden z żołnierzy - Mariola, pomóc ci?
Za to grochówka była wyśmienita. Po posiłku Krzysztof zaproponował romantyczny spacer po lesie. Nie cierpię spacerować po lesie, zwłaszcza w butach na obcasach, ale te jego niebieskie oczy... W lesie się zgubiliśmy. Zrobiło się już zupełnie ciemno, gdy Krzysztof stwierdził, że nie wie, gdzie jesteśmy, telefonu nie zabrał i w ogóle nie wie, w którą stronę iść. Zrobiło się zimno i nieprzyjemnie. Na szczęście polskie lasy to nie dżungla amazońska, więc po pewnym czasie dobrnęliśmy do koszar. To była niezapomniana randka, gdy spojrzałam w lustro zobaczyłam samą siebie do niczego niepodobną. Włosy sterczały mi we wszystkich kierunkach, znad ucha zwisał jakiś zaschnięty liść, spódnica przekręciła się tak, że z przodu dziwacznie sterczał suwak, nogi miałam zorane od góry do dołu, zamiast butów na nogach dwa wielkie gliniane kloce. Natomiast Krzysztof mógłby stanąć do parady wojskowej. Ciekawa jestem czy jeszcze się ze mną umówi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz